Zapisz swoję ulubione piosenki Budki Suflera

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Szarość dnia
Wczorajszy dzień
Jak w hotelu się znalazłem, co się stało
Bez pytania wiem

Drżenie rąk
Poranny strach
To jest kara, obowiązek, może zwyczaj
Ja już nie wiem sam
Tysiąc obietnic minionych
Sto, sto różnych spraw
Nieskończonych
Słabość precz
Robić to chcę
Dla was wszystkich, dla muzyki, za pieniądze
Musi udać się

Hałas tłumu, krew żywiej tętni
Inne sprawy są obojętne
Tak, czy tak dogram to do końca

Wszyscy wyjść
Cisza w krąg
To mój azyl, ma modlitwa, garderoba
Czy już wszyscy są?
Tak wiele chwil najważniejszych
Cały, cały mój zgiełk najwierniejszy

Kochana ma, wiedzieć chcę
Jak mam szukać i co robić
By na górze móc utrzymać się

Hałas tłumu, krew żywiej tętni
Inne sprawy są obojętne
Tak, czy tak dogram to do końca


Stoisz, patrzysz w lustro,

Z tamtej strony pusta obca twarz
Mrok się czai w kątach,
Znowuś się zaplątał w mętnych dniach...

Wypytujesz ciągle, gdzie dni jak chorągwie
Szalejące w wielki wiatr?
Gdzie ten pęd przedziwny, gdzie kark hardy, sztywny
Wyobraźnia twoja gdzie?

Wrony martwą ciszą nad polami wiszą,
Idziesz sam
Nie ma wkoło widzów, maskę błazna zrywasz,
Pod nią strach...

Wypatrujesz ciągle, gdzie dni jak chorągwie
Szalejące w wielki wiatr?
Gdzie ten pęd przedziwny, gdzie kark hardy, sztywny
Wyobraźnia twoja gdzie?

Tyś w sobie miał inny świat, lepszy świat,
A teraz co, zwykły blichtr, nikły blask.
Sam wzniosłeś mur, wielki mur, zimny mur,
Jak mogłeś tak nabrać się, okpić się?

Patrz, ile barw, ile nut, ile spraw,
Otrząśnij mgłę, szarpnij w przód, życie trwa.
Pamiętaj, że powrót jest, jeszcze jest,
Dopóki ty wrócić chcesz, wrócić chcesz!


Ledwieś na moment oczy przymknął,

Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...

Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!

Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi

Kumple, zobacz, ilu czeka tu
Na twój błędny krok, aż padniesz z sił,
Wtedy nie liczy się ich dłoń,
Nasz serdeczny gest,
Jedno wyjście: sprytniejszy być!

Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufać nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufać nigdy nikomu, ojcu, dziewczynie, nawet sob

Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...

Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!