Szarość dnia
Wczorajszy dzień
Jak w hotelu się znalazłem, co się stało
Bez pytania wiem
Drżenie rąk
Poranny strach
To jest kara, obowiązek, może zwyczaj
Ja już nie wiem sam
Tysiąc obietnic minionych
Sto, sto różnych spraw
Nieskończonych
Słabość precz
Robić to chcę
Dla was wszystkich, dla muzyki, za pieniądze
Musi udać się
Hałas tłumu, krew żywiej tętni
Inne sprawy są obojętne
Tak, czy tak dogram to do końca
Wszyscy wyjść
Cisza w krąg
To mój azyl, ma modlitwa, garderoba
Czy już wszyscy są?
Tak wiele chwil najważniejszych
Cały, cały mój zgiełk najwierniejszy
Kochana ma, wiedzieć chcę
Jak mam szukać i co robić
By na górze móc utrzymać się
Hałas tłumu, krew żywiej tętni
Inne sprawy są obojętne
Tak, czy tak dogram to do końca
Niebo wdziewa czerń przed wielką burzą,
Nie widziałem cię tak bardzo długo,
Palisz wonny liść, oczy ci błyszczą,
Jesteś inny niż na zdjęciu w bistro.
Więc zacznijmy jeszcze raz,
Słynną rozmowę sprzed stu lat,
Której finał będę znał już na początku.
Niech ta maskarada trwa
Niech nam gitarzysta gra swą pieśń niemocy,
Pokonując zimny strach
Gdzieś na dnie własnego ja, kto z nas podskoczy.
Tonie w mroku świat - czas wielkiej wody,
Północ, ty i ja, i kość niezgody,
Tak mi ciebie żal, nic nie rozumiesz,
Zginiesz tak, jak strzał, w ulicznym tłumie.
Wiec słuchajmy jeszcze raz,
Tamtej taśmy sprzed stu lat,
Jak bezlitośnie zadrwił z nas ten, który wiedział.
Niech ta maskarada trwa
Niech nam gitarzysta gra swą pieśń niemocy
Pokonując zimny strach
Gdzieś na dnie własnego ja, kto z nas podskoczy.
Niech ta maskarada trwa
Niech się w pióra stroi paw przed polowaniem,
Jednodniowy szmelcu król
Niech tandetą gasi ból idąc w niepamięć.
Niech ta maskarada trwa
Niech nam gitarzysta gra swą pieśń niemocy,
Odkrywając czym jest strach
Gdzieś na dnie własnego ja boisz się nocy