Ona przychodzi chytrze,
Bez ostrzeżeń i gróźb,
Krzyczy pękniętą liną,
Kamieniem zerwanym spod stóp,
Spod stóp.
Wszystko zaczyna się zwykle,
Jak każdy wspinaczki dzień,
Trudny dzień.
Ściana, droga pod szczyt,
A potem nagle krzyk - oooooo...
Góry wysokie, co im z Wami walczyć karze?
Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
Największa rzecz, swego strachu mur obalić,
Odpadnie stu, lecz następni pójdą dalej!
Góry wysokie, wiem co z Wami walczyć każe,
Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
Na rzęsach szron, inni już idą dalej,
Na twarzy śmiech lecz są nowi, śmiali są,
Tylko czasem zamyślenie, tylko czasem zamyślenie.
Sam możesz wybierać los, szczytów, szczytów ślad
Sam możesz wybierać los, zrozum to, wejdź na szczyt!
Góry wysokie, co im z Wami walczyć każe?
Ryzyko, śmierć, te są zawsze tutaj w parze.
Największa rzecz, swego strachu mur obalić,
Odpadnie stu lecz następni pójdą dalej
Tylko czasem zamyślenie, tylko czasem zamyślenie.
Sam możesz wybierać los, szczytów, szczytów ślad
Sam możesz wybierać los, zrozum to, wejdź na szczyt!
On nie miał żalu, fartu i pieniędzy,
A serca tyle, że garściami tylko brać,
Nie bywał w domu i nie zbierał złomu,
A domu nie miał i nie pytał, czemu tak.
Oprócz ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: miejsce jest na fart,
Władco ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: ocal jedną z gwiazd.
Ojciec nie sypiał na złoconym łóżku,
Matka nie swoje ciuchy prała byle jak,
Nikt mu nie mówił nigdy o kopciuszku,
Bajek nie było, on nie pytał, czemu tak.
Oprócz ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: miejsce jest na fart,
Władco ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: ocal jedną z gwiazd.
Lecz to nic, że łza jest słona,
Z zimnej mgły wychodzę na bruk,
Wstaje dzień, dzień robinsona,
Twardy jak stal i gorzki jak miód.
Oprócz ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: miejsce jest na fart,
Władco ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: ocal jedną z gwiazd.
Lecz to nic, że łza jest słona,
Z zimnej mgły wychodzę na bruk,
Wstaje dzień, dzień robinsona,
Twardy jak stal i gorzki jak miód. (4x)