Zapisz swoję ulubione piosenki Budki Suflera

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Na przeciwległej ścianie, widzę jeden kiepski kicz
W brudnym koncie stolik, w dziwnej pozie ktoś tam śpi
Dworcowa poczekalnia, chyba wszędzie wygląda tak
Co ja tu znowu robię, po co czekam, już nie wiem sam

Zmęczone oczy otwieram, ktoś niechętnie pyta mnie
Co ty codziennie tu robisz, ona nie pojawi się
Mówiłem mu już wczoraj, w mojej duszy ciągle to trwa
Jej oczy słowa i ciało, że płonący nóż w sercu mam

- Czas, czas czekania, z nieba pięć gwiazd, że spłyną w dół
- Czas, czas nerwów, jak gra w duży szmal, jak straszny ból
- Czas, czas naiwnych, co wierzyć w to wciąż chcą, że spełni się

Że wskrzeszą, to co w grobie dawno leży gdzieś
Że widzą tego, kogo nie ma, że tak jest

Czas, czas refleksji, gdy spokoju głos nareszcie znasz
Czas, czas tłumaczeń, że w ogóle to źle nie jest tak
Czas, czas olśnienia, bo znajdujesz sens, nie pytasz już

I wiesz, jak życie bardzo dziwnie toczy się
Że to co dziś jest klęską, jutro szczęściem jest

- Czas, czas czekania, z nieba pięć gwiazd, że spłyną w dół
- Czas, czas nerwów, jak gra w duży szmal, jak straszny ból
- Czas, czas naiwnych, co wierzyć w to wciąż chcą, że spełni się

Że wskrzeszą, to co w grobie dawno leży gdzieś
Że widzą tego, kogo nie ma, że tak jest

Czas, czas refleksji, gdy spokoju głos nareszcie znasz
Czas, czas tłumaczeń, że w ogóle to źle nie jest tak
Czas, czas olśnienia, bo znajdujesz sens, nie pytasz już

I wiesz, jak życie bardzo dziwnie toczy się
Że to co dziś jest klęską, jutro szczęściem jest



Siewcy zła

pora zbioru burz
piana słów
nie smakuje już
cichy gniew
znów się gromkim staje

Karty znacz
sobie lepsze syp
prosty tłum
nie zrozumie gry
przaśny chleb
cóż im pozostaje

A przecież miał być dobry, wspólny dom
cóż z tego znowu wyszło
w piwnicy znowu przyszło żyć tym
co tworzyli jutro jak mit!
co tworzyli jutro jak mit!

Który raz
pięści ściska złość
który raz trzeba mówić dość
cichy gniew
znów się gromkim staje

A przecież miał być dobry, wspólny dom!
Cóż z tego znowu wyszło?
W piwnicy znowu przyszło żyć tym,
co tworzyli jutro jak mit!
co tworzyli jutro jak mit!


Szarość dnia
Wczorajszy dzień
Jak w hotelu się znalazłem, co się stało
Bez pytania wiem

Drżenie rąk
Poranny strach
To jest kara, obowiązek, może zwyczaj
Ja już nie wiem sam
Tysiąc obietnic minionych
Sto, sto różnych spraw
Nieskończonych
Słabość precz
Robić to chcę
Dla was wszystkich, dla muzyki, za pieniądze
Musi udać się

Hałas tłumu, krew żywiej tętni
Inne sprawy są obojętne
Tak, czy tak dogram to do końca

Wszyscy wyjść
Cisza w krąg
To mój azyl, ma modlitwa, garderoba
Czy już wszyscy są?
Tak wiele chwil najważniejszych
Cały, cały mój zgiełk najwierniejszy

Kochana ma, wiedzieć chcę
Jak mam szukać i co robić
By na górze móc utrzymać się

Hałas tłumu, krew żywiej tętni
Inne sprawy są obojętne
Tak, czy tak dogram to do końca