Zapisz swoję ulubione piosenki Budki Suflera

Imie/ksywa:*

Mail

Komatarz dla przyszłych pokoleń:




Wierzymy zegarom, jesteśmy niepokonani

Walczymy o ułamki sekund, o dekagramy
Zachwyceni własną doskonałością

Wierzymy zegarom, stoimy tuż przed wrotami
Możliwości wyczerpania, zależy nam na milimetrach
Bo chcemy być coraz doskonalsi

Człowiek jest ziarnem hartowanej stali
Drzazgą z płomienia gwiazdą w pochodzie.
Meteorytem, wiecznym strzępkiem wełny
Złotego runa
Człowiek jest sobą (2x)

Wierzymy zegarom, czekamy na wyniki
Zawsze ufamy sobie, znużeni, niespokojni
W podróży po własną doskonałość

Człowiek jest ziarnem hartowanej stali
Drzazgą z płomienia gwiazdą w pochodzie.
Meteorytem, wiecznym strzępkiem wełny
Złotego runa
Człowiek jest sobą (2x)


Droga ta, którą biegnę od lat
Której mam za sobą solidny szmat
Trwa i trwa droga ta
I chociaż końca dotąd nie widać jej
Nie ma nic pewnego ponad kres
Tak to jest, tak już jest...

Daj serce, daj
Do biegu więcej mocy
Bądź ponad burze i czas
Daj serce, daj
Pod górę głaz potoczyć
Ten jeden kolejny raz

Mijają ludzie, miejsca, mijają dni
Wciąż wyraźniejsza w głowie kołuje myśl
To się śni, to się śni...
A kiedy wreszcie w końcu stanę u bram
Tak jak gdy zacząłem, zupełnie sam
Co mi tam, co mi tam...

Daj serce, daj...


Ledwieś na moment oczy przymknął,

Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...

Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!

Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi

Kumple, zobacz, ilu czeka tu
Na twój błędny krok, aż padniesz z sił,
Wtedy nie liczy się ich dłoń,
Nasz serdeczny gest,
Jedno wyjście: sprytniejszy być!

Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufać nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufać nigdy nikomu, ojcu, dziewczynie, nawet sob

Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...

Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!