Spójrz tam gdzie chmur latawce
Gdzie tren jesiennych brzóz
Co dzień ten obraz mam i tracę i już nie wiem sam czy jest mój
Tak dużo przedarło go burz
Spójrz tam gdzie piach za progiem
Gdzie chłód porannej mgły
Jak ty ruszyłem stamtąd w drogę i sam chciałem wejść na szczyt
Zdobyć to wszystko co miałeś już ty
Teraz długo stoję w oknie, patrzę w dół
Rzeką jezdni przepływają światła aut
Tak niewiele znam tu twarzy, czasem nie mam dokąd pójść
Taki mały ten mój wielki świat
Spójrz tam gdzie moje miejsce
Gdzie już nakryty stół
Za szkłem to samo stare zdjęcie, ten sam ciepły piec z kłębkiem snu
I tylko pamięć tak piecze jak sól
Spójrz tam gdzie wiatr w witrażach
Gdzie klucz nie strzeże drzwi
Gdy już spakuję zdarzeń bagaż i z tych paru lat strzepnę pył
Wrócę i jeszcze nauczę się żyć
Kotu podpalić z tyłu sierść
W imadło wkręcić psa
Z pytona zrobić hula - hop
Z karbidem podać barszcz
I na butapren ciapy zlep
Dziadzio wywali się
Cioci do buta nalać tran
W Rolls-Roys'ie wyrwać drzwi
Panience w disco w gębę dać
Sąsiadom wpuścić pchły
Cementem zalać dolców pęk
Wujek ucieszy się
Ze szpitala zasunąć butlę
I dotlenić dzielnicę całą
Mamie w garach porobić dziury
Bo generalnie to za mało ich jest
Dobrej zabawy tyle w krąg
Liczę na wenę twą
Siostrze do getra wpuścić bąka
I niech poćwiczy aerobik
Osłu do żłoba daj kalkulator
Niech zje, zobaczysz, czy mądrzejszy jest
Dobrej zabawy nigdy dość
Dobrej zabawy nigdy dość...
Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...
Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!
Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Kumple, zobacz, ilu czeka tu
Na twój błędny krok, aż padniesz z sił,
Wtedy nie liczy się ich dłoń,
Nasz serdeczny gest,
Jedno wyjście: sprytniejszy być!
Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufać nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufać nigdy nikomu, ojcu, dziewczynie, nawet sob
Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...
Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!