Gdy powracasz nie wiem skąd
Pytasz mnie czy biel jest biała
I dlaczego gubisz się od nadmiaru mądrych słów
Biedny wariat
Sam to wiesz że dla ludzi jest wariatem
Lecz pieniądze gdyby miał
Ekscentrykiem by się zwał
To magia słów
Poker haseł używanych
Nieistotnych tak jak śnieg,
Który dawno stopniał gdzieś
Raz jeden sam
Spróbuj wyjść ze swoich ram
Stań obok stań
To nic nie boli
Spójrz twoja łódź
Płynie nad dachami miast
Zanurz się w niej i rozkołysz
Gdy powracasz nie wiem skąd
Już nie pytaj mnie o białe
Bo nie ważne jak co zwą
Białe zawsze białe są
Spójrz tam gdzie chmur latawce
Gdzie tren jesiennych brzóz
Co dzień ten obraz mam i tracę i już nie wiem sam czy jest mój
Tak dużo przedarło go burz
Spójrz tam gdzie piach za progiem
Gdzie chłód porannej mgły
Jak ty ruszyłem stamtąd w drogę i sam chciałem wejść na szczyt
Zdobyć to wszystko co miałeś już ty
Teraz długo stoję w oknie, patrzę w dół
Rzeką jezdni przepływają światła aut
Tak niewiele znam tu twarzy, czasem nie mam dokąd pójść
Taki mały ten mój wielki świat
Spójrz tam gdzie moje miejsce
Gdzie już nakryty stół
Za szkłem to samo stare zdjęcie, ten sam ciepły piec z kłębkiem snu
I tylko pamięć tak piecze jak sól
Spójrz tam gdzie wiatr w witrażach
Gdzie klucz nie strzeże drzwi
Gdy już spakuję zdarzeń bagaż i z tych paru lat strzepnę pył
Wrócę i jeszcze nauczę się żyć
Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...
Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!
Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Kumple, zobacz, ilu czeka tu
Na twój błędny krok, aż padniesz z sił,
Wtedy nie liczy się ich dłoń,
Nasz serdeczny gest,
Jedno wyjście: sprytniejszy być!
Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufać nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufać nigdy nikomu, ojcu, dziewczynie, nawet sob
Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...
Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!