Siewcy zła
pora zbioru burz
piana słów
nie smakuje już
cichy gniew
znów się gromkim staje
Karty znacz
sobie lepsze syp
prosty tłum
nie zrozumie gry
przaśny chleb
cóż im pozostaje
A przecież miał być dobry, wspólny dom
cóż z tego znowu wyszło
w piwnicy znowu przyszło żyć tym
co tworzyli jutro jak mit!
co tworzyli jutro jak mit!
Który raz
pięści ściska złość
który raz trzeba mówić dość
cichy gniew
znów się gromkim staje
A przecież miał być dobry, wspólny dom!
Cóż z tego znowu wyszło?
W piwnicy znowu przyszło żyć tym,
co tworzyli jutro jak mit!
co tworzyli jutro jak mit!
Halo!
Halo!
Czy mnie słucha ktoś?
Halo!
Halo!
Czy ktoś tam wciąż jest?
To co
To co
Że numerów znam ze sto, kiedy
I tak
I tak
Głuchy słychać dźwięk
Brak połączenia
To nasz codzienny chleb
I nic nie zmienia
Wciąż doskonalsza sieć
Mimo tylu zmian
Wciąż rozmowy mam...
Raczej sam ze sobą
Sam na sam
Halo!
Halo!
Czy naprawdę o to szło?
Halo!
Halo!
By oddzielnie żyć
Przez drut
I szkło
Wiedzieć tego świata dno
Co dzień
W tej grze
Rekwizytem być
Brak połączenia...
Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...
Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!
Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Kumple, zobacz, ilu czeka tu
Na twój błędny krok, aż padniesz z sił,
Wtedy nie liczy się ich dłoń,
Nasz serdeczny gest,
Jedno wyjście: sprytniejszy być!
Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufać nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufać nigdy nikomu, ojcu, dziewczynie, nawet sob
Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...
Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!