Na planecie kłamstw i obietnic
Tak mało braw
Bez aplauzu, ciągle w wielkim stresie
Nie widzisz szans
A wywalczysz w końcu własny kąt
Czy w piekle
Czy w raju
Pamiętaj o tym:
Każdy ma to co mu w zamian miłość daje
Co dnia, co dnie
Więc wypijmy za tych, którzy nas kochają
Do dna, do dna
Każdy ma to co mu w zamian miłość daje
Bez głośnych braw
Więc wypijmy za tych, którzy nas kochają
Pomimo wad
Na plakacie śmiechu i rozpaczy
Niełatwo być
Wczoraj wielki, dziś niewiele znaczysz
Jak cienka nić
I po co pragniesz tak łapczywie braw
Czy w piekle
Czy w raju
Pamiętaj o tym:
Każdy ma to co mu w zamian miłość daje
Co dnia, co dnia
Więc wypijmy za tych, którzy nas kochają
Do dna, do dna
Każdy ma to co mu w zamian miłość daje
Bez głośnych braw
Więc wypijmy za tych, którzy nas kochają
Pomimo wad
Na przeciwległej ścianie, widzę jeden kiepski kicz
W brudnym koncie stolik, w dziwnej pozie ktoś tam śpi
Dworcowa poczekalnia, chyba wszędzie wygląda tak
Co ja tu znowu robię, po co czekam, już nie wiem sam
Zmęczone oczy otwieram, ktoś niechętnie pyta mnie
Co ty codziennie tu robisz, ona nie pojawi się
Mówiłem mu już wczoraj, w mojej duszy ciągle to trwa
Jej oczy słowa i ciało, że płonący nóż w sercu mam
- Czas, czas czekania, z nieba pięć gwiazd, że spłyną w dół
- Czas, czas nerwów, jak gra w duży szmal, jak straszny ból
- Czas, czas naiwnych, co wierzyć w to wciąż chcą, że spełni się
Że wskrzeszą, to co w grobie dawno leży gdzieś
Że widzą tego, kogo nie ma, że tak jest
Czas, czas refleksji, gdy spokoju głos nareszcie znasz
Czas, czas tłumaczeń, że w ogóle to źle nie jest tak
Czas, czas olśnienia, bo znajdujesz sens, nie pytasz już
I wiesz, jak życie bardzo dziwnie toczy się
Że to co dziś jest klęską, jutro szczęściem jest
- Czas, czas czekania, z nieba pięć gwiazd, że spłyną w dół
- Czas, czas nerwów, jak gra w duży szmal, jak straszny ból
- Czas, czas naiwnych, co wierzyć w to wciąż chcą, że spełni się
Że wskrzeszą, to co w grobie dawno leży gdzieś
Że widzą tego, kogo nie ma, że tak jest
Czas, czas refleksji, gdy spokoju głos nareszcie znasz
Czas, czas tłumaczeń, że w ogóle to źle nie jest tak
Czas, czas olśnienia, bo znajdujesz sens, nie pytasz już
I wiesz, jak życie bardzo dziwnie toczy się
Że to co dziś jest klęską, jutro szczęściem jest
Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...
Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!
Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Kumple, zobacz, ilu czeka tu
Na twój błędny krok, aż padniesz z sił,
Wtedy nie liczy się ich dłoń,
Nasz serdeczny gest,
Jedno wyjście: sprytniejszy być!
Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufać nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufać nigdy nikomu, ojcu, dziewczynie, nawet sob
Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...
Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!