Na planecie kłamstw i obietnic
Tak mało braw
Bez aplauzu, ciągle w wielkim stresie
Nie widzisz szans
A wywalczysz w końcu własny kąt
Czy w piekle
Czy w raju
Pamiętaj o tym:
Każdy ma to co mu w zamian miłość daje
Co dnia, co dnie
Więc wypijmy za tych, którzy nas kochają
Do dna, do dna
Każdy ma to co mu w zamian miłość daje
Bez głośnych braw
Więc wypijmy za tych, którzy nas kochają
Pomimo wad
Na plakacie śmiechu i rozpaczy
Niełatwo być
Wczoraj wielki, dziś niewiele znaczysz
Jak cienka nić
I po co pragniesz tak łapczywie braw
Czy w piekle
Czy w raju
Pamiętaj o tym:
Każdy ma to co mu w zamian miłość daje
Co dnia, co dnia
Więc wypijmy za tych, którzy nas kochają
Do dna, do dna
Każdy ma to co mu w zamian miłość daje
Bez głośnych braw
Więc wypijmy za tych, którzy nas kochają
Pomimo wad
On nie miał żalu, fartu i pieniędzy,
A serca tyle, że garściami tylko brać,
Nie bywał w domu i nie zbierał złomu,
A domu nie miał i nie pytał, czemu tak.
Oprócz ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: miejsce jest na fart,
Władco ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: ocal jedną z gwiazd.
Ojciec nie sypiał na złoconym łóżku,
Matka nie swoje ciuchy prała byle jak,
Nikt mu nie mówił nigdy o kopciuszku,
Bajek nie było, on nie pytał, czemu tak.
Oprócz ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: miejsce jest na fart,
Władco ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: ocal jedną z gwiazd.
Lecz to nic, że łza jest słona,
Z zimnej mgły wychodzę na bruk,
Wstaje dzień, dzień robinsona,
Twardy jak stal i gorzki jak miód.
Oprócz ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: miejsce jest na fart,
Władco ognia, ognia, który w nas,
Woła nadzieją: ocal jedną z gwiazd.
Lecz to nic, że łza jest słona,
Z zimnej mgły wychodzę na bruk,
Wstaje dzień, dzień robinsona,
Twardy jak stal i gorzki jak miód. (4x)
Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...
Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!
Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufaj nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Kumple, zobacz, ilu czeka tu
Na twój błędny krok, aż padniesz z sił,
Wtedy nie liczy się ich dłoń,
Nasz serdeczny gest,
Jedno wyjście: sprytniejszy być!
Życie uczyło ciągle cię:
Nie ufać nigdy ojcu, dziewczynie, matce, nawet sobi
Nie ufać nigdy nikomu, ojcu, dziewczynie, nawet sob
Ledwieś na moment oczy przymknął,
Ledwieś próbował chwilę wytchnąć,
Nagle ktoś ciebie trzepnął,
Oszukał, na dół zepchnął...
Dziwisz, dziwisz się znów okrutnie,
Że to, to twój najlepszy kumpel
Twardo znowu się budzisz, za łatwo
Wierzysz ludziom!