Niewiele warta śniadania jada z byle kim,

Zgorszony ktoś nie napisany pisze list.
Dni już nie pachną zieloną trawą ze świeżych łąk,
Wieczoru już nie kończy czuły uścisk rąk.
Bezsenna noc, samotna jak niechciana łza,
Niedobrą myśl zawraca tylko dziecka płacz.
Mierzony dymem z papierosa następny dzień,
I twarz ta sama, a jednak jakże inna jest.

Niewiele warta - cenzurę złą wystawia los,
Kościół zamknięty, a cisza krzyczy na cały głos.
Perła kamieniem a modlitwa przekleństwem jest,
Miłość chorobą, a lekarstwem normalny gest!

Chciałbym w jej włosy
Słońce z deszczem wpleść,
Blask wrócić oczom,
Już nie mówić "nie".
Unieść wysoko,
Strącić gwiazdy dwie,
Takiej dziewczynie,
Co to wszystko wie. (4x)


Co ja tu robię, co przygnało mnie tu,

W fioletowym amoku kołysze się tłum,
Wargi do warg, elity bal, jest cudnie.
Królowie srebra wyskoczyli na ring,
Żony w domu zostały nie licząc na nic,
Oczy ich są codziennie bardziej smutne...

Ten co kapelę swoją spuścił na psy
Dawno umarł, lecz o tym nie powiedział mu nikt,
Przed domem merc w hamburgu gdzieś skradziony.
Jego audycji słucha kalisz i świat,
Przyszedł dziś z wokalistką, potem pójdzie z nią sp
W radiu da cynk, że głos jej wart miliony.

Giganci tańczą, ultrafiolet wydobywa biel,
Giganci tańczą, każdy w sobie zakochany jest,
Rekiny disco pływające w lunatyka śnie,
Na bramce pan bóg, za pieniądze też go możesz mieć!

Już komandosi seksu wyszli na front,
Wylądował ich desant, oliwią już broń,
Nie będą tu do rana tkwić bezczynnie.
Ruda modliszka właśnie spływa za bar,
Uśmiech jak do kamery, to gwiazda gwiazd,
Ale to sen - jutro do kielc gościnnie.

Ten facet od godziny przedrzeźnia mnie,
Małpuje każdy mój grymas, każdy mój gest,
Biję go w nos, sypie się szkło - to lustro...
Co ja tu robię, co przygnało mnie tu,
Jak złapany stop-klatką zatrzymał się tłum,
Umiera bal, elity bal, jak pusto...

Giganci tańczą, ultrafiolet wydobywa biel,
Giganci tańczą, każdy w sobie zakochany jest,
Rekiny disco pływające w lunatyka śnie,
Na bramce pan bóg, za pieniądze też go możesz mieć!